AKTUALNOŚCI

Tomasz Tułacz: To jest naprawdę wyczyn

Za nami obydwa piątkowe spotkania w 30. kolejce Betclic I Ligi. Po końcowym gwizdku w Krakowie akcja przeniosła się do klubowej sali konferencyjnej, gdzie zremisowany 2:2 mecz Wisły z Puszczą podsumowali obydwaj szkoleniowcy: Tomasz Tułacz i Mariusz Jop.

Tomasz Tułacz (Puszcza Niepołomice): Za nami emocjonujący mecz. Stało się to, na czym nam zależało. Chcieliśmy, by do końca był to mecz o stawkę, o coś, i tak się właśnie działo. Mimo to nie jestem do końca zadowolony z pierwszej połowy. Zanotowaliśmy dużo strat, dużo niecelnych podań w pierwszym tempie – ale trzeba też docenić rywala. Dzisiaj Wisła była bardzo agresywna. Graliśmy już kilka razy między sobą i dzisiaj zaprezentowała największy stopień determinacji w pojedynkach. Było nam bardzo trudno.

Wisła zaskoczyła mnie cechami wolicjonalnymi pojedynkach. Nigdy nie odstawiali nogi. Wygrywali wiele pojedynków, wiele piłek po walce bark w bark, szczególnie do przerwy. Po przerwie to się trochę wyrównało. Zaczęliśmy częściej korzystać z tych „naszych” rzeczy, jak rzut z autu, jak stały fragment. Próbowaliśmy wprowadzać piłkę w boczne sektory i stamtąd zagrażać Wiśle. Obydwa zespoły były dobrze przygotowane, choć początkowo myśmy trochę cierpieli – atuty, które mieliśmy po naszej stronie, zostały przez Wisłę zrównoważone.

Gratuluję chłopakom, bo to jest naprawdę wyczyn – dwa razy odwrócić losy meczu przeciwko Wiśle na jej stadionie, przy takiej publiczności, takim dopingu. To jest nieprawdopodobna atmosfera. Nie musiałem w ogóle motywować swojego zespołu, bo chłopaki wyszli na rozgrzewkę, zobaczyli, co się dzieje, jaka tu jest publiczność, jaka otoczka. Wisła zasługuje na Ekstraklasę.

Gjoni rozwinął się na pewno. Dużo z nim pracujemy, dużo rozmawiamy. On przyszedł do nas tydzień przed ligą, nie przeszedł w ogóle okresu przygotowawczego z nami. Z meczu na mecz zmienia się więc jego intensywność i środki, które musieliśmy zastosować, żeby nie złapał urazu – chociaż dzisiaj i tak grał ze złamaną dłonią. W jego przypadku to jest naprawdę trudność, bo on dużo bazuje na utrzymaniu piłki tyłem. Wielkie słowa uznania za to, jak dziś funkcjonował i jak bardzo był skuteczny. Ale chcę pochwalić cały zespół. To jest to, na co liczymy, czego wymagamy. Wisła do tej pory kłopoty miała głównie na wyjazdach, u siebie wygrywała. My dzisiaj wyciągnęliśmy ten remis i traktujemy to jako punkt zdobyty.

My do baraży? Drodzy Państwo, w styczniu czy lutym myśmy myśleli o zupełnie innych rzeczach. Bardzo się cieszę, że wdrożyliśmy sposób przygotowań, który zmienił oblicze tej drużyny. Dzisiaj jesteśmy jednym z zespołów, które najlepiej strzelają bramki. Tracimy też bardzo mało. Gdy nie popełniamy indywidualnych błędów, to naprawdę jesteśmy w stanie przeciwstawić się każdemu. Jeżeli utrzymamy ten charakter i falę, na której jesteśmy, to myślę, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Bardzo sobie tego życzę. Uwierzcie mi, proszę Państwa, że w naszej sytuacji to byłoby coś nieprawdopodobnego, gdybyśmy się znaleźli w barażach. A już powalczenie w nich i ewentualny powrót do tego, gdzie byliśmy, to już kosmos.

Chciałbym pochwalić naszych kibiców, którzy byli w zdecydowanej mniejszości, ale udało nam się ich nie raz usłyszeć. Kapitalne widowisko i publika.

Bardzo się cieszę, że po kontuzji wrócił nasz były piłkarz – Rafał Mikulec. Ogromna radość w sercu, że ten chłopak wrócił po tak poważnej kontuzji. Życzę mu wszystkiego najlepszego i wszystkim tutaj.

Mariusz Jop (Wisła Kraków): Spotkaliśmy się z zespołem, który nieprzypadkowo zdobył tyle punktów po przerwie zimowej. To było widać też dzisiaj, bo rywal strzelił dwie bramki, nie mając wielu okazji. Musimy dać więcej z siebie, by zapobiegać takim sytuacjom.

Chciałem pochwalić tych, którzy grali mniej, bo nie jest łatwo wejść do drużyny i zagrać na dobrym poziomie. Dziś odczuwamy niedosyt, ale cenimy ten punkt, bo przybliża nas on do celu. Niedosyt mimo to wynika z tego, że straciliśmy bramki zbyt łatwo. Broniliśmy się dzielnie przy stałych fragmentach gry, ale zawiodła chłopaków intuicja: zbyt łatwo, z zerowego kąta Gjoni wcisnął nam bramkę. Przy pierwszej sytuacji również piłka nie szła w bramkę, interwencja była nieszczęśliwa. Powinniśmy byli zrobić więcej.