Tomasz Tułacz: Blisko było sprawienia niespodzianki
W środowym starciu 1/16 finału STS Pucharu Polski zespół „Żubrów” uległ po dogrywce ekstraklasowej Wiśle Płock. Po ostatnim gwizdku mecz jak zawsze podsumowali obydwaj szkoleniowcy: Tomasz Tułacz oraz reprezentant gości, trener Adam Majewski.
Tomasz Tułacz (Puszcza Niepołomice): Gratulacje dla Wisły Płock. Myślę jednak, że bardzo mocno popracowaliśmy nad tym, żeby wynik był inny. Blisko było sprawienia niespodzianki. Zawsze trudno jest przyjąć porażkę, kiedy wynik jest blisko.
Wszystko, co się wydarzyło dzisiaj na boisku, nie było po mojej myśli, więc jestem wściekły. Trochę szans dostała dziś młodzież. Gdy weszli podstawowi zawodnicy, było widać, że przejmujemy inicjatywę, ale np. wszedł Kasolik i doznał urazu. Mam osiemnastu dostępnych zawodników i kolejny doznaje kontuzji. Kogo mam teraz wystawić w obronie? Zawsze będę szukał rozwiązań, zresztą nigdy nie pracowałem w klubach, które miały duże budżety. Można wiele rzeczy połatać, natomiast trener też nie jest czarodziejem.
Mogę tylko pochwalić chłopaków, bo niedużo im brakło, by wynik poszedł w drugą stronę. Młodzi wchodzą właśnie po to, by sprawdzić się na tle silnego rywala. Mają się ograć, ale to oczywiście nie znaczy, że nie chcemy wygrać meczu. Młodzi nie wypadli źle, choć byli nieco przestraszeni. Szymon Gaweł zapewne dalej by grał, ale miał żółtą kartkę, a występował na newralgicznej pozycji. To był jedyny powód, ale jak na piłkarza z niższej ligi, zaprezentował się nie najgorzej. To, co udało się nam wymyślić, było blisko bycia skutecznym, więc nie mam do siebie pretensji o nadmierną rewolucję.
Moje zdenerwowanie wynika z tego, że byliśmy blisko. Czasem trzeba uznać wyższość rywala i to koniec historii, ale gdybyśmy uniknęli banalnych błędów, mogliśmy doprowadzić do rzutów karnych.
Bardzo się cieszę z tego, jak zaprezentował się Kurzeja. Prawda jest taka, że kiedy młody zawodnik dostaje szansę do gry, to zazwyczaj będzie grał lepiej, nie gorzej. Problem kogoś w drużynie jest szczęściem innego, niektórzy wtedy dostają szansę. Uważam, że Bartek dzisiaj wykorzystał swoją.
Kacpra Przybyłki nie będzie z nami przez pół roku. Dziś miał operację, czeka go rehabilitacja. To super chłopak, trzymamy za niego kciuki, robił ogromny postęp i dojrzał, grając tutaj. Stał się trochę innym człowiekiem. Wierzę w to, że jak najszybszy powrót pomoże mu się dalej rozwijać.
Gjoni jest świadomy, że nie jest w swojej optymalnej dyspozycji, czasem go to denerwuje. Jeszcze pracuje nad tempem podania, czuciem gry – ale w optymalnej formie to jest jeden z najlepszych napastników pierwszej ligi, jeśli nawet nie najlepszy.
Wiktor genialnie broni rzuty karne na treningach. Drugi nasz bramkarz też jest w tym niezły. Mamy zresztą ogromne doświadczenie z pracą z młodymi bramkarzami. W ten weekend mieliśmy ze sztabem ogromne powody do zadowolenia, bo w jednej kolejce Ekstraklasy bronił Kobylak, Niemczycki i Perchel. Trójka, która była w Niepołomicach. Dziś to kontynuujemy, Filip Andrzejczak to np. rocznik 2008. Proszę mi pokazać zespół w I lidze, w którym broni tak młody bramkarz. Między nimi jest zdrowa rywalizacja, walka. To tylko pokazuje, że można.
Często pada takie hasło, że młodzi jeszcze nie są gotowi. Z tym, że aby wiedzieć, czy są gotowi, muszą grać właśnie takie mecze. Wrzucenie na głęboką wodę pokazuje, czy dają radę.
Adam Majewski (Wisła Płock): Najważniejszy cel został zrealizowany. Przyjechaliśmy tu po to, żeby awansować do kolejnej rundy. Szkoda, że doszło do dogrywki, w której obydwa zespoły straciły siły, to było niepotrzebne.
W pierwszej połowie byliśmy zdecydowanie lepsi, mogliśmy prowadzić 2-3 bramkami. Po przerwie jednak zrobiło się nerwowo, straciliśmy gola po jednym z kontrataków Puszczy, ale wytrzymaliśmy to i udało się wygrać. Myślę, że było atrakcyjnie dla kibiców: padły piękne bramki, zarówno Samuela, jak Saida.
