AKTUALNOŚCI

Tomasz Tułacz: Daliśmy sobie szansę

FOTO: OSCAR MROZOWSKI | OVERLIA STUDIO

W poniedziałkowy wieczór „Żubry” z Niepołomic zostawiły w pokonanym polu zespół Łódzkiego Klubu Sportowego. Po wygranym przez nas 1:0 spotkaniu głos zabrali szkoleniowcy obydwu drużyn. Mecz podsumowali Tomasz Tułacz i Grzegorz Szoka.

Tomasz Tułacz (Puszcza Niepołomice): Gratuluję chłopakom, szczególnie tej gry w przewadze u przeciwnika. Momentami nie było za bardzo widać, że ŁKS gra o jednego więcej. Zagrała ogromna determinacja, ogromne serce, poświęcenie. Modelowa gra mentalna. Od tego w piłce się dzisiaj nie ucieknie.

Nikt nikomu nie chce zrobić krzywdy, nie chce grać brutalnie. Gramy twardo w piłkę, ale uważam, że ta czerwona kartka… trzeba ją sobie obejrzeć, ale myślę, że klub powinien się odwołać od tej decyzji. Ale już co do samego meczu – po ŁKS widać, że to jest poukładany zespół piłkarsko. Mają wielu zawodników z ogromnym doświadczeniem, i wykorzystywali je właśnie w tych sytuacjach, w których mieliśmy problemy do przerwy. To szczególnie dotyczyło pojedynków. Fabian Piasecki umiał ustawić sobie czy to jednego, czy drugiego naszego stopera, i z tym był problem.

Graliśmy trochę za nerwowo. Było za mało płynności w trakcie akcji, za mało próby gry piłką – nie tylko przeniesienia czy ominięcia pressingu, ale też wykorzystania tego, że przeciwnicy z góry zakładają, że będziemy otwierać przestrzeń długą piłką. Było dużo miejsca, a takie zadania miał i Adrian Piekarski, i Michał Walski. Mimo to odnieśliśmy zwycięstwo, więc jeszcze raz składam gratulacje. Super robota, chłopaki.

W trakcie meczu, po czerwonej kartce, przeszliśmy na 4-4-1. Mimo, że ŁKS pchnął do przodu wysokiego Artura Craciuna i wpuścił drugiego napastnika, to nie było tego w ogóle widać. Oczywiście raz czy drugi powstało zagrożenie, bo przy stałych fragmentach oni też mieli wysokich zawodników, ale za to my nadrabialiśmy nasz brak liczebny. Reszta zawodników tak pracowała, że dawaliśmy radę w przesunięciach czy zamknięciach strony. Liczyliśmy tylko trochę na więcej gry z kontry, ale nie będę na to narzekał. Chwała chłopakom za tę robotę, bo faktycznie nie było tej przewagi za bardzo widać.

Daliśmy sobie szansę na to, żeby ten mecz w Legnicy nie był „o nic”. Szkoda, że wypada Wojtek Hajda i Adrian Piekarski, ale będziemy się odwoływać, zobaczymy. Zrobimy wszystko, żeby ponownie wygrać z mocniejszym rywalem. Popatrzcie na ŁKS, na jego budżet, na warunki, na możliwości. To samo jest w Legnicy. Jesteśmy dumni, że stawiamy czoła takim rywalom. Oczywiście robimy to sposobem, częściowo właśnie cechami wolicjonalnymi, ale są też momenty, w których jakość też się pojawia.

Jedziemy na Miedź i zobaczymy, co życie przyniesie. Wystawimy tych, którzy będą zdrowi, którzy będą mogli grać i niech piłka pokaże, czy będziemy mieli trochę szczęścia. Wyniki innych spotkań mogą zamknąć nam drogę, ale dla mnie jest najważniejsze, żebyśmy się zaprezentowali jak najlepiej i spróbowali sięgnąć po to, co niemożliwe.

Bardzo bym chciał, żeby nasi podstawowi zawodnicy zostali tutaj w jak największej liczbie. To wszystko zależy jednak od możliwości klubu. Utrzymanie kręgosłupa to jest nasz cel. Jednocześnie jesteśmy przygotowani już na okienko, znając zapotrzebowanie i aspekty, które nam są niezbędne, jeżeli chodzi o funkcjonowanie zespołu. Powiem jednak Państwu, że świat piłki nożnej w Polsce zwariował.

Powiem coś niepopularnego i pewnie będę czarną owcą, ale piłkarze na poziomie I ligi są przepłacani. Płacenie zawodnikom na tym poziomie takich pieniędzy to jest wariactwo. Lubię stawiać na młodych, nieoczywistych piłkarzy z niższych lig. Chcę dawać im szansę, a do tego stawiać na Polaków, uzupełnianych przez obcokrajowców. Ale może dojść do sytuacji, w której większość będą stanowili obcokrajowcy, bo ich zarobki są na poziomie osiągalnym dla Puszczy Niepołomice.

Dziś młody człowiek z poziomu I ligi czy Ekstraklasy idzie na maturę i zarabia cztery czy pięć razy lepiej niż nauczyciel, który go egzaminuje. To jest chore i należy się nad tym zastanowić. Ale ja nie będę zawracał kijem Wisły, nie jestem Don Kichotem. Mówię tylko, jak jest. Zastanawiam się, czy menedżerom nie jest wstyd, proponować takie warunki za zawodników, którzy nawet nie są podstawowymi graczami w swoich klubach. Czasami spadam ze stołka, gdy słyszę, jakie są oczekiwania piłkarzy.

Współpraca z Górnikiem Zabrze to jest bardzo świeży temat. Oczywiście wiedziałem o rozmowach z dyrektorem Milikiem i Łukaszem i cieszę się, bo to jest wielka marka, wielka firma. Jesteśmy umówieni na dalsze szczegółowe rozmowy w tym tygodniu i zobaczymy, gdzie nas to zaniesie. Zgoda buduje, to ciekawy pomysł, ciekawy projekt. Jeżeli to będzie korzystne dla obydwu stron, to pewno obydwie strony się w to mocno zaangażują. Myślę, że tak będzie. Z mojego punktu patrzenia jest to pozytywna rzecz, bo stwarza mi większe możliwości i alternatywy – także w kontekście oczekiwań finansowych, o których mówiłem wcześniej.

Jeśli chodzi o licencję, skupiam się na piłkarskich rzeczach. Wierzę głęboko, że działacze zrobią wszystko, żeby te licencyjne normy spełnić. Jest problem z trybunami, bo wiadomo, że jest wymóg 4,5 tysiąca krzesełek na stadionie, ale wiem, że mamy na to pomysł. Wiem, że nasi działacze będą składać odwołanie.

Na koniec chciałem jeszcze tradycyjnie podziękować naszym wspaniałym kibicom. To był ostatni mecz na naszym stadionie i bardzo chcieliśmy dla nich wygrać. Chyba było to widać. Jeszcze raz dziękuję im za cały ten rok – trudny, bardzo trudny rok.

Grzegorz Szoka (ŁKS Łódź): Czego bym dziś nie powiedział, zapewne będę brzmiał komicznie. Niemniej jednak przyjechaliśmy bardzo zmotywowani na ten mecz. Wiedzieliśmy, na jaki teren przyjeżdżamy, że Puszcza w tym roku kalendarzowym nie przegrała tutaj meczu. Mimo to, pierwsza połowa wyglądała tak, jak zakładaliśmy. Gospodarze chcieli wychodzić dłuższym podaniem, zbierać drugą piłkę, byli nastawieni bardzo mocno na stałe fragmenty. Jednak udało nam się to opanować i wyprowadzić kilka bardzo groźnych kontrataków. Wydawało się, że po przerwie będziemy w stanie kontynuować grę na swoich warunkach i tworzyć sytuacje.

Wszystko się zmieniło po rzucie karnym, kiedy straciliśmy bramkę. Było już wiadomo, że efektywnego czasu gry będzie mało, że gospodarze potrafią zabijać mecze. Na pewno utrudniliśmy sobie działanie. Później była czerwona kartka, która w teorii mogła pozwolić nam zepchnąć drużynę Puszczy do niskiej obrony, ale rywal tutaj ambitnie i bardzo intensywnie – mimo osłabienia – utrudniał nam rozegranie

Czuję, że ten mecz mógł potoczyć się inaczej, ale potoczył się tak. Niestety. Jednak jesteśmy w takim momencie sezonu, że nie możemy za długo o tym myśleć. Mimo tego, że nie jesteśmy zadowoleni i na pewno kibice nie będą zadowoleni, to chciałbym prosić o wsparcie w ostatnim meczu. Ono będzie kluczowe, gdy będziemy walczyć o udział w barażach.